Dzisiaj byliśmy na długo wyczekiwanej wycieczce na wieloryby.
Były, na szczęście :)
Z hotelu wyruszyliśmy o barbarzyńskiej porze 5.05. Po prawie 4h jazdy busem dotarliśmy do zatoki Samana.
Już sama podróż była ciekawa, bo jechaliśmy przez góry - drogą krajową, która okazała się na długości ok. 20 km. zwykłym szutrem ;)
Po dotarciu na miejsce, szybka kawka, toaleta i wsadzili nas na małą drewnianą łódkę, którą dopiero dopłynęliśmy do zacumowanego większego stateczku. Załadowaliśmy się i zaczęła się jazda...
Zatoka na początku całkiem spokojna, ale im dalej od brzegu, tym bujało coraz bardziej. Płynęliśmy ok. 2h, fale coraz większe i coraz więcej osób, którym ujawniała się choroba morska...
Skorzystanie w ich sytuacji z toalety graniczyło z cudem, gdyż bujało w niej koszmarnie, a dodatkowo z każdą falą pluskała woda z toalety - wątpliwa przyjemność dostać wodą z wnętrza toalety w twarz ;) więc tak siedzieli sobie na pokładzie korzystając z reklamówek, w które załoga była świetnie zaopatrzona (wiedzieli dobrze co się święci ;)) zmusiło mnie to do stania prawie cały czas na przodzie łódki, obok kapitana, żeby nie widzieć i nie słyszeć nic co się dzieje ;) ale byliśmy dzielni, nam nic nie dolegało, nawet przez sekundę nas nie zemdliło :) a bujało bardzo, oj bardzo
No i tak po tych ok. 2h płynięcia zobaczyliśmy pierwsze sygnały, że są wieloryby :) najpierw widać było tylko fontanny wody, które wypuszczały ale po chwili zaczęły się pokazywać w całości :) nie było może to tak spektakularne widowisko jak można obejrzeć w TV ale wyłaniały się jeden po drugim :) z uwagi na to, że stałam cały czas na przodzie obok tubylców, którzy ich wypatrywali to miałam info z pierwszej ręki gdzie może wyłonić się kolejny - robiłam zdjęcia ale niestety nasz aparat nie nadaje się do tego typu zjawisk :( zanim zdążył zrobić zdjęcie to wieloryb już lądował w wodzie :( udało się jednak zrobić kilka ujęć, gdzie widać coś więcej niż tylko rozbryzg wody, niemniej nie zabrakło ujęć typu niebo, nogi albo inne bliżej nieokreślone elementy które nie były wielorybem, nie były nawet morzem ;) ale to już wina bujania...
Po ok. 3h "polowania" udaliśmy się na małą rajską wysepkę, tzw. wyspa Bacardi, gdyż kręcili na niej reklamę rumu bacardi :) piękna...
Tam zjedliśmy obiad, wypiliśmy po drinku z ananasa i ruszyliśmy w drogę powrotną - na całe szczęście bujało już mniej i obyło się bez sensacji.
I znowu jazda bezdrożami do hoteli, 4h...nie zdążyliśmy na kolację, więc zadowoliliśmy się zimną pizzą i hot dogiem w snack barze hotelowym, czynnym całą noc.
A jutro znowu czyste lenistwo na plaży :) jak zawsze od 9 rano.